Nivelazione ekspresowe nawilżenie stóp w 3 sek. - krem w sprayu

Moja pielęgnacja stóp jest bardzo podstawowa. 
Ograniczam się do pumeksowania, ewentualnie używam skarpetek złuszczających, no i gdy mi się przypomni wieczorem nakremuję nóżki kremem. Szał, prawda ?;p Latem oczywiście jest trochę lepiej - w końcu chodzenie w sandałkach i japonkach zobowiązuje, ale nadal nie jest to taka pielęgnacja na jaką zasługują moje stópki. Nie mam ulubionych produktów do pielęgnacji stóp, zazwyczaj kupuję coś co jest w promocji, albo gdy producent obiecuje cuda. Ostatnio - w ramach udziału w Meet Beauty <relacja klik> otrzymałam 3 kosmetyki Nivelazione od Farmony. Nie jest to dla mnie nowa firma, miałam już kilka ich kosmetyków i były ok. Z całej trójki najbardziej zainteresował mnie krem w sprayu Ekspresowe nawilżenie w 3 sekundy
Z opisu producenta wynika, że jest to produkt idealny dla mnie. Dlaczego ? Bo ma w 3 sekundy zapewnić nawilżenie i wygładzenie stóp, a do tego dzięki piankowej formule ma wchłaniać się błyskawicznie
Brzmi pięknie, ale niestety producenta poniosła wyobraźnia. Owszem krem ma formę pianki - takiej bardzo mokrej pianki
Którą niestety i tak trzeba wmasować w stopy, bo sama z siebie się nie wchłonie. Zresztą też nie idzie jej nałożyć precyzyjnie ponieważ aplikator trochę "pluje" kremem ;/ 
Zapach jest taki lekko pudrowy, nie drażniący. Za to działanie jest ledwo odczuwalne. Jedynie po zastosowaniu stopy są wygładzone. Nawilżenie jest minimalne, praktycznie zerowe. Skład taki sobie
Z zapewnień producenta mało co się sprawdza. Na pewno krem ten nie wchłania się w 3 sekundy, owszem wchłania się szybciej niż tradycyjny krem, ale nie błyskawicznie. A i reszta nie zachwyca. Moim zdaniem krem w sprayu evree <recenzja klik> sprawdza się lepiej. Rozczarował mnie ten kosmetyk i na pewno do niego nie wrócę ;/ 

Znacie ten kosmetyk ? Jak sprawdzają się u Was kosmetyki Nivelazione ?

----------------
Kochani ze względu na bardzo duże zainteresowanie wrześniowym spotkaniem jutro podam listę blogerek, z którymi spotkam się 23. września
-----------------

Badania kliniczne

Zastanawialiście się kiedyś jak wygląda procedura wypuszczenia leku na rynek farmaceutyczny ??? Ja się nad tym zastanawiam za każdym razem gdy przyjmuję jakiś preparat leczniczy ( ale nie tylko, bo kosmetyki podobnie jak leki przed trafieniem do drogerii muszą być przebadane i przetestowane). Wiadomo przecież, że naukowcy na całym świecie pracują nad wynalezieniem leków czy terapii, które pomogą w czasie choroby lub uchronią nas przed nimi. Badania kliniczne  to bardzo długi proces, w którym ochotnicy biorący udział w testach potwierdzają (lub nie) skuteczność  danego produktu.

Jak wygląda taki proces ? Składa się on z 4 etapów. 
I faza testów najczęściej dotyczy ludzi zdrowych i polega na obserwowaniu w jaki sposób substancje czynne zachowują się w zdrowym organizmie. Są to tzw. badania farmakologiczne i jeśli zakończą się pozytywnie bez niebezpiecznych działań ubocznych rozpoczyna się kolejna faza testów.
W II fazie substancje aktywne leku testują osoby chore, które zgłosiły się do badań klinicznych. Ten etap polega na określeniu dawkowania,  tak aby było jak najmniej skutków ubocznych.
III faza to czas kiedy badanie przeprowadza się na bardzo dużej grupie ochotników. Ten etap pozwala również porównać nowy lek do innych już dostępnych i wykorzystywanych w leczeniu danego schorzenia. Etap ten dostarcza również dowody na skuteczność nowego leku.

Gdy te 3 fazy zostaną przeprowadzone i wszystko skrupulatnie spisane zostaje złożony wniosek do Ministerstwa zdrowia o dopuszczeniu leku do obrotu. Gdy decyzja ministerstwa będzie pozytywna lek pojawi się w aptece. 

Wtedy rozpoczyna się IV Faza, czyli terapeutyczne zastosowanie leku w praktyce. Sprawdza się tolerancję leku przy długotrwałym stosowaniu oraz obserwuje się skutki uboczne o ile takie występują. Nie ma tak, że po wprowadzeniu leku na rynek badania się kończą, a firma farmaceutyczna może produkować lek do kiedy jej się podoba. Co 5 lat zezwolenie dopuszczające lek do obrotu musi zostać odnowione i wtedy też analizuje się najnowsze dane o zaletach i wadach stosowania  danego leku.

Obecnie w Polsce istnieje szereg ośrodków zajmujących się badaniami klinicznymi. Jest to szansa dla osób chorych na wyleczenie albo przynajmniej poprawę stanu zdrowia. Takie badania prowadzone są na większość chorób -mniej lub bardziej znanych. Na pewno osoby chorujące na choroby układu krążenia, choroby neurologiczne, łuszczycę, cukrzycę, nowotwory ( w tym chłoniaki) czy choroby autoimmunologiczne znajdą odpowiednie centrum medyczne zajmujące się danym schorzeniem. Jeśli Wy lub osoby z Waszego otoczenia chorują warto poszukać w internecie czy  aby przypadkiem nie są gdzieś prowadzone takie badanie. Udział w tego typu testach to duża szansa dla chorych. Gdy zakwalifikujecie się do badania macie zagwarantowaną specjalistyczną opiekę medyczną ( a wszystko to bezpłatnie), dostęp do najnowszych leków, które mogą pomóc Wam uporać się z chorobą lub przynajmniej złagodzą objawy (która bardzo często są niesamowicie utrudniające normalne życie. Zgodzą się ze mną na pewno pacjenci onkologiczni, a także chorujący chociażby na atopowe zapalnie skóry czy łuszczycę). Przyczynicie się również do rozwoju medycyny nie tylko w Polsce, ale i na świecie.

Zdecydowalibyście się na udział w badaniach klinicznych ? ;>

Pielęgnacja włosów latem

Latem włosy nie mają lekko. Słońce, wiatr, morska woda... tego włosy nie lubią. Moje włosy podobnie jak jak nie przepadają za latem.
Zawsze o tej porze roku wyglądają najgorzej ;/ Tropikalne upały, duża wilgotność sprawiają, że są bardziej suche i niesamowicie się puszą ;/ Trudno mi je ogarnąć, ale bardzo się staram. Postanowiłam, że dzisiaj opowiem Wam o tym co robię żeby w czasie wakacji nie straszyć fryzurą tym bardziej, że niestety w lipcu i sierpniu pracuję i muszę jakoś wyglądać ;p 

Oczywiście podstawą mojej i pewnie nie tylko mojej pielęgnacji jest szampon. Nie napiszę "dobry szampon", bo wiadomo, że co kosmyk to inne oczekiwania. Jeśli jednak macie włosy średnioporowate z dużą tendencją do puszenie oraz naturalnym "lekkim" skrętem to polecam Wam szampony o lekkiej formule.
U mnie wbrew pozorom świetnie sprawdzają się szampony, które dodają objętości. A wiecie dlaczego ? Bo one nie mogą włosów obciążać!!! Zazwyczaj mają lekką konsystencję po to żeby włosy unosić. Takie moje odkrycie ;p

Jednak moje włosy jak wiecie są kapryśne i zbyt pięknie byłoby gdybym używała tylko szamponu. Owszem mam takie szampony, które nie wymagają stosowania odżywek jednak nie mogę używać ich codziennie, bo moje włosy się nudzą i oczekują zróżnicowanej pielęgnacji ;/ Dlatego też w mojej łazience mam otwarte przynajmniej 3 różne szampony żeby moim włosom się nie znudziło. Tak to jest jak się myje włosy codziennie ;p

Oprócz szamponu co kilka dni nakładam odżywkę. U mnie jeśli chodzi o włosy nie do końca sprawdzają się kosmetyki naturalne. I tak jak moja twarz je ubóstwa, tak włosy niekoniecznie. W odżywkach również szukam lekkości i niekoniecznie naturalności. Odżywki napakowane olejami to niestety nie moja bajka. Najbardziej lubię odżywki w formie sprayu, którego już nie trzeba zmywać. 

W czasie wakacji nie zapominajmy o ochronie przeciwsłonecznej.
Włosy tak jak skóra potrzebują filtrów. W sprzedaży są już dostępne nawet całe serie kosmetyków stworzone do ochrony włosów i to nie tylko w czasie urlopu. Jednak sprawdzajmy czy taki spray do ochrony przeciwsłonecznej nie zawiera alkoholu denat., bo niby on szybko paruje, ale np. moje włosy od razu stają się suche i matowe.  

Inna moja rada na dobrze wyglądające włosy latem to między innymi nie suszenie włosów na słońcu. Ja w ogóle nie lubię naturalnego suszenia kosmyków. Zazwyczaj po takim niekontrolowanym suszeniu moje włosy wyglądają okropnie - są jeszcze bardziej napuszone i dziwnie skręcone. Nie dla mnie taka forma suszenia. Ja suszę włosy suszarką z zimnym nadmuchem i szczerze powiem, że ta metoda suszenia jest dla mnie i moich kapryśnych włosów najlepsza ;) A żeby włosy były jeszcze szybciej suche używam specjalnego sprayu firmy Matrix - Style Link Spray, który przyspiesza suszenie włosów ;) Taka ciekawostka ;)

Bardzo jestem ciekawa jak Wy dbacie o włosy latem. A może Wasze włosy przez cały rok wyglądają dobrze ? Napiszcie też koniecznie gdzie najczęściej kupujecie kosmetyki do włosów ;)
Pozdrawiam Was z moją codzienną - letnią fryzurą ;p

Schauma Nature Moments zioła prowansalskie i lawenda

Szampony Schauma na polskim rynku są od lat. Jednak ja nigdy się z tymi szamponami nie lubiłam, a to dlatego, że zazwyczaj są to szampony perliste, a ja po szamponach perlistych bardzo często mam łupież. Jednak gdy kilka miesięcy temu pojawiła się seria Schauma Nature Moments, która jest przezroczysta przychylniej patrzyłam w stronę tych szamponów. A gdy zobaczyłam wersję z lawendą... przepadłam! No przecież wszystko co lawendowe musi trafić w kapryskowe ręce ;p Dlatego też kilka tygodni temu w Rossmannie, w bardzo przystępnej cenie kupiłam szampon Schauma Nature Moments zioła prowansalskie i lawenda 
Szampon przeznaczony jest do włosów cienkich i pozbawionych objętości. Moje włosy na pewno nie są cienkie ani nie brakuje im objętości, ale szampon spisuje się u mnie cudnie! Opis producenta ma pokrycie w rzeczywistości
Jest to bezbarwny dość gęsty szampon, który dobrze się pieni. 
Jest lekki i nie obciąża włosów. Zapach jest zniewalający. Jestem zakochana w tym aromacie. Zdecydowanie wyczuwam tutaj lawendę, ale nie jest to nic sztucznego czy chemicznego. Piękna, czysta lawenda. 
Uwielbiam ten szampon i to nie tylko za zapach, ale także za działanie. Dla moich włosów skład tego szamponu jest bardzo na plus.
Owszem jest tutaj SLES, ale także bardzo wysoko w składzie hydrolizowana keratyna, panthenol, olej jojoba, ekstrakt z lawendy, ekstrakt z cząbru górskiego, ekstrakt z liści lebiodki pospolitej, ekstrakt z tymianku,  i rozmarynu.

Szampon wspaniale oczyszcza skórę głowy, przynosi ukojenie, łagodzi podrażnienia, zapobiega przetłuszczaniu się kosmyków, a jednoczenie ładnie dyscyplinuje końcówki. Fryzura jest uniesiona, lekka,  włosy sprężyste i  elastyczne, do tego niesamowicie błyszczące. Mimo, że szampon nie zawiera silikonów nie czuję potrzeby użycia odżywki czy jakiegokolwiek olejku. Sam szampon mi wystarcza. Jestem bardzo zadowolona z tego kosmetyku i z chęcią poznam inne warianty zapachowe choć już wiem, że do wersji lawendowej będę wracać regularnie ;)

Znacie szampony Schauma Nature Moments ?


Zapraszam do Katowic na spotkanie blogerek <klik>


Zapraszam na spotkanie blogerek urodowych w Katowicach

Uwaga aktywne blogerki z Katowic i okolic!!!
Już za dwa miesiące, a dokładnie w sobotę 23.09.2017 o 14:00 odbędzie się spotkanie blogerek urodowych czy jak kto woli kosmetycznych

Spotkanie odbędzie się w samym centrum Katowic niedaleko dworca PKP i galerii Katowickiej, a dokładnie w Coffee Synergia dobre miejsce gdzie miałam okazję już jeść i pić i wiem, że miejsce będzie odpowiednie dla takich gadułek jak my. Planuję spotkanie na max 10 osób i od razu piszę, że spotkanie ma być towarzyskie, a nie giftowe więc nie spodziewajcie się tony prezentów.

Jeśli zależy Wam na typowo towarzyskim- blogerskim spotkaniu zapraszam ;) Chętne osoby proszę o przysłanie maila "rejestrującego" na kaprysek246@gmail.com z:
* Imieniem 
*miejscowością
*linkiem do bloga
*adresem email

wyniki "rekrutacji" podam 31 lipca ;p 

Gwarantuję pyszne jedzenie, dobrą zabawę i pozytywne przywitanie jesieni ;)

Depilacja laserowa w Katowicach

Kosmetyczne marzenia są po to żeby je spełniać. Kto mnie śledzi na instagramie albo na fb wie, że w ostatni czwartek zaczęłam spełniać moje kolejne kosmetyczne marzenie jakim była tzn jest depilacja laserowa.

Wiem, że ten temat bardzo Was zainteresował dlatego dziś dowiecie się o nim trochę więcej, a po zakończonej serii opowiem Wam jak to wszystko u mnie wyglądało miesiąc po miesiącu ;)

O pozbyciu się niechcianych włosków marzyłam już dawno, ale  cały czas nie potrafiłam zdecydować się który salon wybrać. Po długich analizach, przeczytaniu wątków na forach i zapoznaniu się z wieloma opiniami zdecydowała się zaufać salonowi depilacja.pl, który oferuje zabiegi z depilacji laserowej w całej Polsce. Chyba w każdym dużym mieście znajdziecie ich salon. Wiem, że na pewno są w Krakowie, Warszawie, a także Gliwicach.
Jako, że jestem z okolic Katowic zdecydowałam się na salon depilacji laserowej w Katowicach, który mieści się prawie w samym centrum Katowic na ul. Jordana 19 w salonie City SPA & Wellness

Początkowo zdecydowałam się na depilację laserową pach  ale, że zawsze gładkie łydki też mnie kusiły to wybrałam jeszcze depilację laserową łydek.

O umówionej godzinie stawiłam się lekko zestresowana w salonie, ale Pani Oliwa, która wykonuje zabieg sprawiła, że już po kilku chwilach cały stres minął, a ja czułam się jakbym rozmawiała z koleżanką na spotkaniu blogerskim. Fachowość, delikatność i sympatyczność w jednym tak można opisać Oliwię ;)

Pierwsza wizyta rozpoczyna się szczegółowym wywiadem oraz opisaniem zabiegu. Jeśli chodzi o depilację laserową to jest kilka przeciwwskazań do jego wykonania. Oczywiście głównym jest ciąża i okres karmienia piersią, ale również:
*choroba nowotworowa
*padaczka
*wszczepiony rozrusznik serca
*schorzenia skóry np. łuszczyca czy bielactwo
* stosowanie terapii retinoidami
*przerwana ciągłość naskórka
*stosowanie leków czy ziół światłouczulających - wtedy należy na tydzień przestać zażywać np. dziurawiec czy nagietek

Niektóre źródła podają też, że przeciwwskazaniem są choroby tarczycy oraz cukrzyca, a także przyjmowanie tabletek hormonalnych jednak radzę porozmawiać o tym z lekarzem, bo przeciwwskazania podane są ogólnie, a do depilacji podchodzi się indywidualnie.
Zabiegu depilacji laserowej na pewno za to nie wykonuje się na skórze opalonej, podrażnionej czy potraktowanej kosmetykami samoopalającymi. Przed depilacją musicie zrobić sobie przerwę od peelingów czy kwasów.

Po dokładnym omówieni przeciwwskazań  i wypełnieniu ankiety oraz rozwianiu wszelkich wątpliwości można przystąpić do zabiegu. Zabieg został wykonany laserem diodowym Light Sheer Duet.  
Jest to najmocniejszy i najskuteczniejszy laser na rynku.
Użycie lasera nie wymaga żadnego specjalnego przygotowania. Wystarczy tylko ogolić depilowane miejsce (zostawiamy fragment z włoskami po to żeby osoba przeprowadzająca zabieg mogła zobaczyć kolor i grubość włosa) i nie stosować balsamów nawilżających czy antyperspirantów dzień przed zabiegiem. Z tym nie stosowaniem antyperspirantu było ciężko zwłaszcza teraz, ale dałam radę ;p

Jeśli przed zabiegiem Wasza skóra zostałaby posmarowana żelem chłodzącym lub jakimkolwiek innym specyfikiem możecie mieć pewność, że to nie jest depilacja laserowa a IPL (który bardzo często jest błędnie określany laserem). Zwracajcie na to uwagę, bo zarówno efekty  jak i odczucia podczas zabiegu diametralnie się różnią!!!


I teraz najlepsze - zabieg depilacji laserowej nie boli, jak dla mnie był to zabieg relaksujący. Depilacja pach trwała może z 5 minut. Została wykonana za pomocą większej głowicy, a odczucia jakie towarzyszyły "strzałom" to delikatne zassanie skóry i coś w stylu wibracji.

 Na nogach było podobnie, prawie w ogóle nic nie czułam. Serio!
Jedynie na paluchu ta mniejsza głowica delikatnie zamrowiła skórę i tyle. Po krzyku ;) W sumie pierwszy zabieg depilacji tych dwóch miejsc trwał 20/25 minut!!! ;) Szybko, prawda ? ;)

A co po zabiegu ? U mnie nie działo się nic.
Owszem dostałam wytyczne co i jak robić.

Kupiłam sobie zalecany po depilacji laserowej krem Alantan plus i owszem użyłam go na noc, ale moja skóra nie była nic, a nic zaczerwieniona, napuchnięta, podrażniona. Nic kompletnie nic! zero dyskomfortu czy jakiegokolwiek nawet delikatnego zaczerwienienia.

Teraz wiem, że do 3 tygodni wypadnie część włosów, a po kolejnych zabiegach następne ;) Kolejny zabieg mam na początku września, bo przerwa między zabiegami wynosi ok 5/6 tygodni.

Jestem tak pozytywnie zaskoczona, że jesienią skuszę się na serię zabiegów na twarz, bo z wąsikiem mi nie do twarzy ;p 




Vichy Slow Age

Życie w rytmie slow to ostatnio  bardzo popularny w pewnym sensie modny styl życia. A czy można się starzeć w rytmie slow ? Według Vichy można !!!
Jedna z ich najnowszych serii Vichy Slow Age skupia się na opóźnieniu pojawienie się pierwszych oznak starzenia skóry

Ja co prawda fanką kosmetyków Vichy nie jestem i raczej nie będę, ale gdy mam możliwość poznania nowego kosmetyku to z chęcią i przyjemnością się z nim poznaję (chyba, że kompletnie nie jest wskazany do mojego typu cery).

 Fluid przeciwzmarszczkowy Vichy Slow age  przeznaczony jest w sumie do każdej skóry, która potrzebuje nawilżenia, wzmocnienia i ochrony przed starzeniem. A która skóra tego nie potrzebuje ? ;> Kosmetyk można używać nawet przy cerach wrażliwych, bo jak zapewnia producent jest on hipoalergiczny. 
Mamy dwie wersje kosmetyku slow Age - do cery suchej znajduje się w słoiczku oraz do cery mieszanej i normalnej w szklanej buteleczce z pompką. Ja mam wersję do cery normalnej i mieszanej. Tutaj trzeba podkreślić, że opakowanie jest solidne i przepięknie prezentuje się na półce w łazience. W podróży już niekoniecznie, bo szklana buteleczka jest dość ciężka. 
Ale opakowanie jest przepiękne !!!

W składzie znajdziemy 2 bardzo ciekawe składniki. Pierwszym jest wyciąg z korzenia bajkaliny, która od wieków stosowana jest w medycynie chińskiej ze względu na działanie przeciwzapalne oraz neutralizujące działanie wolnych rodników, czyli działanie przeciwzmarszczkowe i odmładzające. Preparat zawiera również Bifidus - pochodna probiotyku o działaniu wzmacniającym skórę i chroniącym ją przed działaniem szkodliwych czynników środowiska i życia codziennego jak np. stres, klimatyzacja czy choroby.
Oczywiście jak każdy kosmetyk Vichy w kremie znajdziemy wodę termalną z Vichy bogatą w minerały oraz filtry przeciwsłoneczne. Ten krem zawiera SPF25  co jest jego dodatkowym plusem. Jednak nie wiem po jakie licho producent wrzucił tutaj alcohol denat., 

Krem ma bardzo lekką konsystencję, szybko się wchłania i pozostawia skórę satynową i gładką. Do tego przecudownie pachnie - jak ekskluzywne perfumy. Używanie jest niesamowicie przyjemne, a zapach zostaje z nami na dobrych kilka godzin. Jednak co do działania to trudno mi się wypowiedzieć. Używam tego kremu od 3 miesięcy i w sumie nie zauważyłam żadnego działania. Owszem skóra jest nawilżona, chroniona przed promieniami słonecznymi, ale bez efektu wow. Może ten efekt zauważę w przyszłości ? Bo w sumie to produkt, który ma opóźniać starzenie skóry jednak na razie nie kusi mnie kupno kolejnej buteleczki tym bardziej, że cena jest wysoka - do kupienia w aptekach za ok 100 zł.

Cieszę się, że miałam okazję poznać ten kosmetyk. Zapach ma bajeczny, ochrona przeciwsłoneczna jak na czas wiosenno-letni też jest dobra jednak na razie nie skuszę się na ponowny zakup, bo za 100 zł mam kilka olei, które mojej skórze dają o wiele więcej niż ten krem. 

Znacie kosmetyk Vichy slow age ? 
Jak jest w ogóle Wasz stosunek do marki Vichy ?

Uwaga Bubel !!!

Dziś kolejny post z serii ostrzegawczej, czyli lubiany przez każdego wpis - Uwaga Bubel!!!

Największym rozczarowaniem ostatnich tygodni jest suplement Diety Noble Health Prodetox active + "zielony jęczmień"
Produkty NB nie są dla mnie nowością - bardzo lubię ich suplement diety z magnezem i wit. B6 jednak suplement oczyszczający organizm  PRODETOX ACTIV + jest dla mnie zaprzeczeniem czegoś zdrowego ;/
Jest to gęsty, brązowy syrop, który nie dość że jest ohydny w smaku to moim zdaniem zamiast oczyszczać organizm tylko dostarcza cukru, którego na pewno osoba będąca na diecie czy detoksie chce uniknąć. Podstawą tego suplementu jest syrop fruktozowo - glukozowo i mimo, że producent zapewnia, że pochodzi on z owoców to mnie tym nie przekonuje i odradzam Wam ten produkt. O wiele lepiej kupić sok z młodego jęczmienia lub zielony susz i samemu robić sobie koktajle. Suplement skończyłam, ale żadnego z obiecanych efektów nie zauważyłam no może poza tym, że podczas spożywania mnie mdliło, a  po spożyciu miałam mdłości i czułam się przesłodzona.

Jestem na NIE i NIE POLECAM!

Kolejnym produktem, który się u mnie nie sprawdził jest pielęgnujący suchy olejek do włosów Joico K-PAK Color Therapy
Jest to mieszanina olejków które mają chronić kolor i odbudowywać włosy. Sam olej tak jak zapewnia producent jest suchy jednak może przetłuszczać włosy i powodować łupież. 

Ja używałam go tylko na końcówki, ale mimo to przyspieszał przetłuszczanie włosów, a także powodował, że kosmyki były matowe. Tak! Moje błyszczące włosy, po zastosowaniu tego olejku stawały się matowe ;/  Dla mnie ten produkt może nie istnieć i oddałam go Kasi - glowlifestyle- mam nadzieję, że u niej sprawdza się lepiej. Kasiu napisz jak jest ;)

Nie polubiłam się też z nowym duetem do włosów farbowanych od L'Orela Botanicals Fresh Care
Produkty wydawały się ciekawe. Bardzo ładna szata graficzna, przyjemny zapach jednak moje włosy się z tymi kosmetykami nie polubiły
Szampon jest perlisty, a ja po takich szamponach dostaję łupieżu i niestety tutaj też tak było ;/  Co prawda pieni się dobrze i ładnie nabłyszcza włosy, ale też je puszy i trudno je ułożyć ;/ 
Skład jest taki sobie i mimo, że nazwa nawiązuje do natury to nie jest on naturalny. Niestety u mnie się nie sprawdził za to moja mama bardzo go lubi ;)

Tonik rozświetlający L'Oreal Botanical z tej samej serii również przepięknie pachnie jednak bardzo obciąża moje włosy i powoduje świąd skóry głowy ;/
Owszem włosy są nabłyszczone jednak szybciej się przetłuszczają i po kilku godzinach wyglądają jakby kilka dni nie były myte. Do tego fryzura jest oklapnięta i mimo, że kosmyki się błyszczą to z efektu końcowego nie jestem zadowolona ;/ 

Tonikowi nie znalazłam nowego właściciela, ale ciągle szukam ;p 

O maskarze do brwi lovely od Wibo słyszałam wiele sprzecznych opinii. Podczas słynnej promocji w rossmannie skusiłam się i żałuję ;/ 
Dobrze, że w promocji koszt był niewielki. Mascara ma fajną, krótką szczoteczkę, którą ładnie można podkreślić brwi. Kolor też jest ciemny jednak jest metaliczny i ma w sobie mieniące się drobinki czego w sklepie nie widać ;/
Jako eyeliner super, jako tusz podkreślający brwi odpada, bo wygląda sztucznie i mieni się wpadając w lekkie złoto ;/ 

I na koniec mydło, które nie zachwyciło mnie ani działaniem, ani zapachem ;/ Naturalne mydełka bardzo lubię, a borowinowe zaraz obok dziegciowego kupuję najczęściej jednak to mydło było takie zwyczajne, bez szału 
Do tego miało specyficzny zapach białej piwonii, który był męczący i drażniący. Już zdecydowanie wolę naturalną woń mydła borowinowego.
W działaniu też było przeciętne, a zapewnienia producenta jedynie ładnie wyglądały na opakowaniu
Tak więc więcej po mydła tej firmy nie sięgnę, bo to już kolejne, które mnie nie zachwyciło ;/ 

To jak na razie wszystkie kosmetyki, które w ostatnim czasie się u mnie nie sprawdziły. A nie! Jest jeszcze jeden ... 
w sumie nowość, ale jej poświęcę osobną notkę ;p

A co u Was ostatnio się nie sprawdziło ? ;>


Novaclear Atopis

W dzisiejszych czasach problemy ze skórą ma większość z nas. Niestety. Polacy najczęściej narzekają na trądzik, ale wiele z nas cierpi na atopowe zapalenie skóry, które niestety bardzo często dotyka już też maluszków. Cery atopowe podobnie jak trądzikowe muszą rozważnie wybierać kosmetyki. Na rynku jest bardzo duży wybór produktów do pielęgnacji skór suchych, wrażliwych - problematycznych. Nowością są kosmetyki Novaclear Atopis
Są to dermokosmetyki oparte na oleju konopnym oraz ekstrakcie z lukrecji. Zadaniem tych produktów jest łagodzenie podrażnień, kojenie nadreaktywnej skóry, idealne nawilżenie, natłuszczenie oraz odbudowa warstwy hydrolipidowej. Kosmetyki te polecane są osobom walczącym z AZS, łuszczycą, a także bardzo suchą, wrażliwą czy łuszczącą się skórą. Moim zdaniem z żelem polubią się też trądzikowcy oraz osoby po zabiegach kwasowych.

Krem natłuszczająco - nawilżający do twarzy i ciała jest bezzapachowy i skutecznie radzi sobie z suchą, łuszczącą i podrażnioną skórą
Ja używałam go głównie do rąk ponieważ tam mam spory problem z bardzo suchą, popękaną i łuszczącą się skórą. Jak wiecie pracuję w laboratorium i niestety częste mycie i dezynfekcja rąk oraz noszenie rękawiczek nie sprzyja pielęgnacji. Moja skóra od kilku miesięcy bardzo cierpi, a ten krem nie tylko przynosił ulgę, ale także nawilżał, delikatnie natłuszczał i zabezpieczał wrażliwą skórę.
W kremie znajdziemy parafinę, ale dzięki niej skóra jest chroniona przed czynnikami zewnętrznymi i nie jest aż tak wrażliwa. Mamy tutaj też olej konopny, który skutecznie regeneruje i zapobiega utracie wody, ekstrakt z korzenia lukrecji łagodzi świąd, nawilża i lekko tonizuje skórę, alantoina działa przeciwzapalnie i koi, a gliceryna nawilża. Po użyciu kremu skóra jest wygładzona, ukojona, nawilżona, gładka i mam wrażenie, że staje się bardziej odporna na działanie wody, detergentów czy czynników atmosferycznych.

Płyn do mycia twarzy i ciała sprawdzi się u większości z nas. Nawet u osób, które nie narzekają na łuszczycę, AZS czy trądzik.

Żel jest przezroczysty i pozbawiony substancji zapachowych. Ma bardzo śluzowatą konsystencję do której trzeba się przyzwyczaić. Skład jest delikatny i świetnie sprawdza się do porannego oczyszczania twarzy ;)
Skóra jest oczyszczona, ale nie ma efektu ściągnięcia, za to mamy nawilżenie, ukojenie i idealne przygotowanie cery pod makijaż ;) śmiało można też tego żelu używać do wieczornego mycia, ale przed tym musimy zrobić skuteczny demakijaż. U mnie jednak o wiele lepiej sprawdza się użycie go rano.
Przypuszczam, że żel sprawdzi się idealnie również w oczyszczaniu ciałka małych dzieci ponieważ nie będzie skóry wysuszał i podrażniał.

Oba dermokosmetyki kupicie w aptece, a ich cena to ok 20 zł więc nie są to wygórowane kwoty.  Ja jestem z tego duetu zadowolona i śmiało mogę go polecić osobom z problematyczną - nie tylko trądzikową - skórą.

Nivea silk mousse wersja rhubarb raspberry i lemon moringa

O musie pod prysznic Nivea moje zdanie już znacie <recenzja klik>. Produkt jest ok, ale bez rewelacji i w zdecydowanie zbyt wysokiej (moim zdaniem) cenie. Jednak gdy w zeszłym miesiącu w rossmanie pojawił się 2 nowe musy w letnich zapachach postanowiłam zaryzykować i się skusić. Do koszyka wpadły Nivea Silk mousse rhubarb raspberry i Lemon moringa
Cena zbyt atrakcyjna nie była, bo 8,99 zł za sztukę to nie jest mało. Dziś żałuję, że się skusiłam ;( No ale dzięki temu wiem, że w przyszłości żadne inne wersje zapachowe mnie nie skuszą. Chyba ;p 

Z tej dwójki lepiej wypada wersja żółta, czyli pianka o zapachu cytryny i moringi (drzewo o super mocach leczniczych i nie tylko).
Zapach jest delikatny, lekki, orzeźwiający. Jest ok, ale bez rewelacji. Niczym szczególnym mnie nie urzekł. Pianka ma gładką, jedwabistą konsystencję i jest niesamowicie sztywna <klik>. Nie powiem przyjemnie jej się używa. Myje dobrze choć po użyciu nie mam wrażenia czystej skóry. Owszem skóra jest miękka, gładka, ale bez efektu odświeżenia. 
Mam zużyję, ale nie kupię ponownie.

Z wersją różową jest gorzej. Zapach jest trudny do opisania i jak dla mnie nie pachnie ani rabarbarem, ani maliną, a już na pewno nie połączeniem tych dwóch letnich owoców ;/
Ta wersja jest dla mnie męcząca i zmuszam się do jej używania. No niestety taka prawda. Zużywanie idzie mi opornie, bo wbrew pozorom te pianki są bardzo wydajne. Co oczywiście normalnie byłoby dużym plusem, ale akurat w przypadku tej wersji tak nie jest ;/ 

Tak więc piankowe nowości Nivea nie skradły mojego serca i raczej już więcej się z nimi nie poznam. Zostanę przy żelach, które bardzo lubię i które ostatnio bardzo często bywają w promocji ;)

Miałyście którąś z nowych wersji zapachowych Nivea silk mousse ?

Bell Magic Jungle Chameleon Listick pomadka zmieniająca kolor nr 02

Gdy w Biedronce pojawiła się nowa kolekcja kosmetyków kolorowych Bell z serii Magic Jungle najbardziej ciekawiły mnie  (i z tego co wiem nie tylko mnie) pomadki zmieniające kolor - Chameleon Lipstick
Do wyboru były 2 odcienie: ciepły - zielony nr 01 i zimny - niebieski nr 02.
Ja skusiłam się na wersję niebieską, czyli nr 02 która były zdecydowanie mocniejsza niż wersja zielona.
Pomadki utleniające, czyli te które zmieniają kolor nie są dla mnie nowością. W zeszłym roku byłam zakochana w pomadce marokańskiej, która była zdecydowanym ulubieńcem lata <recenzja klik>
Pomadka Bell faktycznie jest niebieska i początkowo barwi usta właśnie na taki kolor. Dopiero po chwili zmienia się na róż z domieszką fioletu
Jak widać daje lekki efekt ombre. Bardzo dobrze usta nawilża, wygląda naturalnie i jest trwała choć jak mam być szczera to pomadka marokańska utrzymywała się dłużej i mimo wszystko miała lepszy skład
Pomadka znajduje się w klasycznym, solidnym opakowaniu choć na pierwszy rzut oka wygląda trochę kiczowato. Ostry róż kojarzy się z kosmetykami dla małych dziewczynek. Bardzo żałuję, że nie udało mi się dostać wersji zielonej i przez to, że Bell nie dbało o uzupełnienie zapasów w biedronkach bardzo mi podpadli. Najpierw narobili ochoty, a potem rzucili po 5 pomadek do sklepu i koniec.
 I jeszcze bezczelnie na swoim fb zachęcali do zakupów mimo, że w komentarzach dziewczyny pisały, że biedronkowe szafy Bell świecą pustkami jeśli chodzi o te pomadki. Firma obiecała, że kosmetyki pouzupełnia, ale na obiecankach się skończyło ;/
Polubiłam kameleonową pomadkę Bell, ale pomadka marokańska sprawdziła się u mnie lepiej i też lepiej wypadała cenowo. Z tego co pamiętam za Bell płaciłam 9 albo 10 zł, a za marokańską na allegro ok 5 zł. 
Jak Wam się podoba taka pomadka zmieniająca kolor ? 
Macie ją w swoich zbiorach ?;>
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...